|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ciekawe sznurki
Czytane często
|
Rodzina w komplecie to taki twór, gdzie mamusia bawi się z dzidziusiem w domu lub na spacerze. Obok biega wesoły piesek. A po południu, najpóźniej o 18.00 do domu wraca tatuś i cała rodzinka oddaje się wspólnym uciechom we własnym gronie. To tak po krótce. Po co pisać dłużej, skoro to nie o tym będzie.
środa, 07 maja 2008
kto chce wiedzieć jak wygląda Pysia? (z ulicy Sezamkowej)
Iguana umie rysować. Umie też mówić na szczęście, więc wiemy mniej więcej co narysowała. Zabawa z dwójką dzieci na raz, w tym jedno raczkujące wygląda tak: Mama lata za raczkująca Polyanną i mówi Iguanie co ma narysować. - Teraz narysuj Erniego. Iguana stawia bohomaz i mówi: "to jest Ernie". - No to teraz narysuj Berta. Na kartce pojawia się kreska z kropką: "to jest Bert". - Teraz narysuj Cisteczkowego Potwora. Iguana namalowała sprężynkę i mówi: "to jest Cisateczkowy". - Teraz narysuj Elmo. Narysowała kółko, krzyżyk i dwa przecinki: "to jest Elmo". - A teraz narysuj Pysię. .... Iguana zastanawia się chwilę i przyznaje szczerze: "Pysi nie umiem".
wtorek, 06 maja 2008
witam i o zdrowie pytam
Mamy nie było długo. Powodów jest kilka: 1. pojawiło się na świecie całkiem nowe dziecko, Upiorka Druga, zawana Polyanną (też nie śpi po nocach - przydomek uzasadniony). Liczy obecnie 9 miesięcy. 2. na stanie jest też Stare Dziecko, zwane potocznie Iguaną (trzeba je jakoś rozróżniać). Liczy obecenie 2 lata i 8 miesięcy i też nie śpi po nocach - przypomek zostaje. 2. Mama chciała się rozwieść z Łikendowym, miała nawet napisany pozew, w tym akurat nie było nic śmiesznego, więc Mama postanowiła nie pisać o tym. Ale teraz już ją to śmieszy, więc będzie pisać. 3. Mama opuściła z Rodziną w Komplecie Metropolię na rzecz Miasta Świętej Wieży, przeprowadzka zajęła trochę czasu. 4. Mieszkanie w Metropolii zostało wynajęte Wschodzącej Gwieździe Muzyki Polskiej. (dzieci brak, III piętro bez windy - luzik). 5. Mama mieszka teraz z Upiorami, Łikendowym, Mamą Mamy oraz dwoma pasmi na II piętrze z windą! Temu punktowi należy się osobny wpis w blogu! 6. No to zaczynamy na nowo.
poniedziałek, 14 maja 2007
powiedziano - part 2
Upiorka mówi jeszcze jedno zdanie. Powiedziała je jako drugie, ale ono też musi zostać opublikowane na blogu. I nie dlatego, że jest już zdaniem orzecznikowym. Ani dlatego, że Mama będzie się teraz kolejnymi zdaniami chwalić, bo nie ma o czym pisać. Proszę się wczuć... Mama kładzie Upiorkę spać. Upiorka leży na łóżku, Mama kładzie się obok niej. Upiorka całą długością swego mikroramienia sięga do szyi Mamy i mówi: "Kocham."
niedziela, 13 maja 2007
powiedziano
Po tak długiej przerwie Mama chce wpisać Coś Ważnego. Najpierw myślała, że uzupełni słownik Upiorki, ale to straciło sens, bo Upiorka mówi już wszystkie wyrazy. Powtarza wszystkie słowa,.... TAK - te też. No to wobec tego Mama wpisze pierwsze zdanie, które wypowiedziała Upiorka. Bo to jest ważne zdanie. Bo pierwsze. Co prawda bezorzecznikowe, ale za to zdanie. Rozpoczynające się wielką literą i z kropką na końcu. Mało tego. Nastąpiła odmiana przez przypadki i podmiot został powiedziany w dopełniaczu! Zdanie to zostało wypowiedziane przy okazji tęsknego spoglądania za okno balkonowe. A brzmiało tak: "Obaka nie ma." tłum. aut.: [wielka szkoda, ale nie ma na szybie żadnego robaka].
środa, 11 kwietnia 2007
opowiadanie z ważnym moralem na końcu
Tak się jakoś dzieje, że ten biedny Łikendowy nabija kilometrów samochodem i nabija. Sprawy niezwykle ważne dzieją się w calej Polsce i jeździc trzeba. Jakby tego bylo malo to ma się żonę w zupelnie innym mieście i dziecko, więc do nich też TRZEBA jeździć, albo po nich. I Łikendowy narzeka. Że to Mamy wina glównie i coś trzeba z tym zrobić. To Mama wymyslila. Że na święta on wcale nie musi przyjeźdzać po nią i Upiorkę tylko Mama sama z dzieckiem przyjedzie do Łikendowego. No nie tak zupelnie sama, ale ze znajomymi, którzy akurat też jadą tego dnia do Miasta Świętej Wieży. Rada byla niezmiernie, bo zaoszczędzi zajechanemu Łikendowemu extra 550 km! Zadzwonila wieczorem i chwali się: "Nie musisz po nas przyjeżdżać, bo M i A zawiozą nas do Miasta Świętej Wieży!" - czeka na salwy radości. Zamiast tego Łikendowy rzecze: "Jak to?" "No tak to, tak to" - Mama na jednym wydechu - "okazalo się, że nie musisz jechac, bo nas zabiora znajomi i nie będziesz zmęczony i nie będzie trzeba...". Coś nie gra. "Nie rozumiem" - nie zrozumial Łikendowy - "To ja już sobie nie mogę po żonę i córkę przyjechać?". Jaki z tego moral? Jest takie powiedzenie staropolskie: "Jak czegoś nie lubisz, a Ci to zabiorą to pokochasz". Autor: Mama.
piątek, 30 marca 2007
reklamacje
W książce skarg i zażaleń bloga Mamy jest co raz więcej wpisów, które świadczą o tym, że Czytelnikom nie podoba się rzadka frekwencja Mamy wpisów na blogu. Tu zatem musi pojawić sie stosowna odpowiedź i oświadczenie zarazem, że Mama nie może pisac częściej, bo przecież pisze tylko prawdę i całą prawdę i nie może na okoliczność reklamacji wy-my-ślać jakichś niestworzonych (acz zabawnych) hostorii z życia rodziny w komplecie, aby tylko zapełnić czyste strony sieci web. To wydaje się byc całkowicie zrozumiałe. I Mama ma nadzieję, że ją to w zupełności tłumaczy. A po drugie (ale nie mniej ważne) oczywistym wydaje się fakt, że Mama nie opisuje tu zu-peł-nie całego życia rodziny w komplecie, a jednie jego wyrwane (te zabawne) fragmenty. Mama może pisać częściej. Mama może pisać całą prawdę. Tylko Mama woli pozostać w spisie blogów pod kategorią "śmieszne i zabawne i można pęknąć jak oni mają wesoło" niż w kategorii "horror przed rozwodem i strzał w głowę przez powieszenie". puk, puk, puk (odejście od konfesjonału)
piątek, 23 marca 2007
wypadek
Mama już pisała jak jej ciężko na tym III piętrze bez windy i jak jej ciężko bez jedynych sąsiadów, którzy się wyprowadzili. (Mama nie liczy pozostałych sąsiadów, bo oni uciekają jak tylko Mamę widzą z wóziem i zakupami, a przecież wózek już od dawna jest na dole przypinany. Teraz się boją, że Upiorkę trzeba będzie wnosić, tak Mama przypuszcza.) I od jakiegoś czasu na Mamę czeka jeszcze jedna rzecz, z którą jej ciężko. Jest to jej własna szczęka, która odbiła się od podłogi i tam została. I Mama się o nią teraz potyka. A było to tak: Biedna Upiorka była chora i płakała i płakała dzień cały i Mama ja nosiła i nosiła, aż w końcu zapukał ktoś do ich drzwi. Za drzwiami stała Marysia, która od progu uderzyła w te słowa: "Dzień dobry, mam na imię Marysia, jestem twoją nową sąsiadką słyszę, że dziecko płacze i może mogę pomóc? Bo widzę, że ty zawsze sama i z dzieckiem i z zakupami, a ja siedzę w domu i nic nie robię, chętnie pomogę. Albo z dzieckiem zostanę, albo popilnuję, jak chesz iść na zakupy, albo sama mogę iść po twoje zakupy. Co tylko chcesz!". Potem nastąpiło to, co Mamie życie utrudna przy wchodzeniu i wychodzeniu z mieszkania. Mama myśli nie taki zły ten Naród jednak. A, nie. Marysia jest Ukrainką. Tak wyszło.
czwartek, 08 marca 2007
najwyżej
Łikendowy zadzwonił o 20.30: - O boże, boże, zapomniałem. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet! - Dziękuję kochanie. - Przepraszam, że tak późno. Byłem cały dzień zajęty. To NAJWYŻEJ skoczymy gdzieś w łikend i ci coś z tej okazji kupię. - No, raczej nigdzie nie skoczymy, bo Upiorka chora i mamy bana na wychodzenie do końca tygodnia. - No to NAJWYŻEJ ci nic nie kupię...
środa, 28 lutego 2007
moja spowiedź
Zabawa w tagowanie polega na tym, że musze się przyznac do 5 malo powszechnie wiadomych o sobie rzeczach, a potem wyrwac do odpowiedzi 5 kolejnych blogujących osobników. W związku z tym wywolana przez mamę_idalki (artystkiwędrowne.blox.pl) i pszczole (mysliukryte.blox.pl) klęcze teraz i jak księdzu na spowiedzi mówię: 1. Myli mi się czajnik z żelazkiem i Austria z Australią. 2. Nie znam się na mapie. Przy dość wysokim (wg moich obliczeń) poziomie yntelygencji nie wiem gdzie są Hawaje, Wyspy Galapagos ani Szeszele. Mogę zaraz pójść i sprawdzić, ale to nic nie da, bo za kwadrans zapomnę. 3. Moja pierwsza praca, w której zarabialam ogromne pieniądze, nawet nie napiszę jakie, polegala na zdobywaniu sponsorów do programów rozrywkowych w telewizji. Przez 2 lata pracy ilośc zdobytych sponsorów przeze mnie wyniosla: 0 (slownie: zero). Jakoś się przebimbalam najpierw obslugując klientów po koleżance, a potem znalazlam sobie Agencję, która robotę odwalala za mnie. Oczywiście nikt by tego nie powiedzial, wrażenie robilam sobą doskonale zapracowanej i po uszy w klientach. 4. Ten brązowy kolor wlosów, który mam to jest mój dziewiczy, niefarbowany kolor, nie pytajcie mnie już proszę o markę farby do wlosów. 5. Ten niebiesko-lazurowy kolor oczu, który mam to mój najprawdziwszy po tacie, nie pytajcie mnie już o markę szkiel kontaktowych. do spowiedzi zapraszam: ainthę (aintha.blox.pl) r.kruger (matkaniekobieta.blox.pl) grey dragona (greydragon.blox.pl) agao_72 (aga-koty-klopoty.blog.pl) smagnolię (smagnolia.blox.pl)
czwartek, 22 lutego 2007
historia z zaskakującym zakończeniem
Mama wybierala się na babską imprezę. W piątek. Pewnie jako jedyna z dzieckiem, ale cóż jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. I pochwalila się Łikendowemu, że idą z Upiorką w tany. Łikendowy powiedzial w związku z tym, że postara się przyjechać na tę okoliczność wcześniej i zostanie z Upiorką, żeby Mama mogla sama w te tany ruszyć. Mama się kurtuazyjnie ucieszyla i poczęla przygotowywać obie do imprezy. Wyjście z domu zaplanowane bylo na 18.00. A przed 18.00....Łikendowy przyjechal. |